Ekranowe zabawki - kiedy jest ich za dużo?

Ekranowe zabawki - kiedy jest ich za dużo?

We współczesnym społeczeństwie ekrany stały się częścią pejzażu miejskiego, a także stałym elementem naszych domowych ognisk. Od nas zależy to, w jaki sposób będziemy je wykorzystywać, a także, w jaki sposób będą je traktowały nasze dzieci. Wszystko polega na posługiwaniu się tym, co może okazać się bardzo przydatnym narzędziem, w sposób umiarkowany. Dostosowanie proporcji korzystania z ekranów do potrzeb i wrażliwości każdego z nas jest kwestią indywidualną. Szczególny przypadek odbiorców ekranów stanowią natomiast dzieci. Trzeba jasno podkreślić, że w ich przypadku istnieje pojęcie nadmiernego narażenia na ekrany. Jest ono definiowane przez wiele organizacji, m.in. Amerykańską Akademię Pediatryczną (American Academy of Pediatrics), francuskie Stowarzyszenie Lekarzy i Pedagogów (COSE), brytyjskie Ministerstwo Zdrowia (Public Health England) jako spędzanie ponad czterech godzin dziennie przed różnego typu ekranami przez dzieci w wieku od kilku miesięcy do kilku lat, w tym w pobliżu tak zwanego biernego ekranu, czyli telewizji włączonej przez dłuższy czas jako audiowizualne tło w salonie. Co jest godne podkreślenia, ekranem w tym ujęciu jest nie tylko oglądana przez dzieci bajka, ale także wszelkie interaktywne urządzenia i laptopy-zabawki oraz aplikacje na telefony rodziców przeznaczone dla dzieci, służące na przykład do nauki języka angielskiego. W sklepach z artykułami dla najmłodszych można kupić komputery-zabawki wyposażone w ekrany i przeznaczone dla dzieci od 9 miesiąca życia. Wszystkie te technologie dosłownie zalewają rodziny, które często przyjmują je z otwartymi ramionami. Rodzicom wydaje się to idealnym rozwiązaniem: istnieją urządzenia, które uspokajają dzieci, zajmują je na dłuższy czas, nie powodując nadmiernego zmęczenia. 

Rodzice są przekonani, że te zabawki działają korzystnie na dzieci, ponieważ mają prawdziwy wymiar edukacyjny. Coraz więcej produktów dla naszych pociech ma taki właśnie „ekranowy” charakter, to znaczy, że dziecko bawi się zazwyczaj takim urządzeniem samo, w pozycji nieruchomej, zabawa polega na wduszaniu przycisków lub dotykaniu taktylnego ekranu w celu wykonywania zaplanowanych zadań czy czynności, które są wynagradzane odpowiednimi dźwiękami lub obrazami. Na smartfonach i tabletach rozwinęły się aplikacje oferujące gry, śpiewające kołysanki i opowiadające bajki na dobranoc, istnieje nawet aplikacja służąca do towarzyszenia dziecku w łazience podczas mycia zębów. W rezultacie, w niemal każdej sytuacji swojego życia maluch może być wspierany przez różne formy wirtualnego przekazu, które bez wątpienia mogą mieć walory edukacyjne, jednak ich nadużywanie, według coraz szerszego grona lekarzy i wychowawców, może mieć zgubne skutki. Czujność rodziców jest uśpiona, pojawia się bowiem złudzenie, że te wszystkie przekazy są skierowane specjalnie do dzieci, stworzone z myślą o nich, nie mogą zatem być szkodliwe. 

Tymczasem w świecie wolnego rynku nie istnieją żadne ograniczenia, które zakazywałyby produkcji takich albo innych urządzeń: weźmy za przykład popularne kiedyś chodziki, które dziś z psychomotorycznego punktu widzenia są uważane za bardzo szkodliwe, a jednak nadal znajdują się w sprzedaży. W najszerszym kontekście fala technologicznych nowości wpisuje się w problematykę związaną ze sposobami konsumowania dóbr w obecnym modelu społeczeństwa. Dzieci, za sprawą swoich rodziców, stają się coraz bardziej aktywnymi konsumentami wszelkich nowinek, a rynek produktów przeznaczonych dla nich rośnie z roku na rok. Minęły bezpowrotnie czasy, w których do szczęścia wystarczyły im kamienie i patyki. W dzisiejszych czasach zmieniła się również telewizja: ogromnych rozmiarów plazma przyciąga jeszcze skuteczniej uwagę, a programy skierowane do maluchów i kanały nadające tylko i wyłącznie bajki i emisje dla dzieci są dostępne przez 24 godziny na dobę. Ekrany są w dodatku przenośne i niektórzy rodzice zajmują swoje pociechy aplikacją na przykład podczas podróży czy spaceru, żeby nie płakały w wózku. Wśród wydawnictw książkowych dla dzieci pojawia się wiele tak zwanych cyfrowych książek, które faktycznie są aplikacjami na telefon lub tablet. Wszystkie wyżej wymienione produkty są sprzedawane (zapewne w dobrej wierze) jako stymulujące rozwój i rozbudzające ciekawość świata u dziecka, jednak na żadnym z nich nie znajdziemy informacji o konieczności ograniczenia czasu korzystania na rzecz innych aktywności, przede wszystkim ruchowych. 

Należy sobie jednak uświadomić, że czas spędzany przed ekranem zarówno przez nasze dzieci, jak i przez nas samych w ich obecności sumuje się i daje w rezultacie czas, w którym nie zachodzą między nami interakcje, w skrajnych przypadkach ulegające zanikowi. Być może to nie tyle wirtualny świat sam w sobie jest problematyczny, ile fakt, że kiedy zajmuje on coraz więcej miejsca w życiu małych dzieci, kurczy się ich czas przeznaczony na egzystencję w namacalnej rzeczywistości i na rozwijanie relacji z otaczającymi dziecko osobami i zjawiskami. Zaabsorbowani lub ciągle rozpraszani przez ekrany, rodzice i dziecko nie mają już wystarczająco dużo okazji, by na siebie patrzeć, a tym samym budować relację. Kontakt wzrokowy i uwaga poświęcana dziecku przez inne osoby są dla niego pierwszym zaproszeniem do rozwoju. Małe dziecko, zwłaszcza przed ukończeniem trzeciego roku życia, potrzebuje bardzo niewiele stymulacji, jaką oferują grające zabawki z przyciskami, ponieważ samo wychodzi do świata, porusza się i daje się zaintrygować najprostszym rzeczom ze swojego otoczenia. Hałaśliwe zabawki skupiają na sobie całą uwagę dziecka, które potrzebuje przecież ogromnej ilości spokoju do tego, by samodzielnie przekonać się o konsystencji, formie, zapachu, smaku otaczających go przedmiotów. Do rodziców należy wybór przedmiotów, z jakimi będą obcować na co dzień ich pociechy, pamiętajmy jedynie o tym, że dziecko jest w stanie obejść się bez grających, ekranowych zabawek imitujących komputery dorosłych, a korzystanie z nich już od pierwszych miesięcy życia powinno być ograniczone w czasie na korzyść prostych przedmiotów, którymi dziecko może manipulować do woli, brać je do buzi i rzucać o ziemię. 

Wielu pedagogów apeluje: ograniczajmy przy małych dzieciach korzystanie z telefonów i komputerów, tak jak ograniczamy przy nich palenie papierosów. Ekrany stale włączonego w domu telewizora oraz innych urządzeń, używanych przez rodziców, przyciągając uwagę, zakłócają bobasowi proces odkrywania świata i konstruowania relacji z otaczającymi je przedmiotami. Natężenie takich bodźców w dłuższej perspektywie utrudnia normalny rozwój dziecka. Wychwytywanie uwagi przez ekrany obecne w otoczeniu dziecka i w konsekwencji mniejsza ilość czasu na odkrywanie rzeczywistego świata są głównymi wadami ekranów w odniesieniu do niemowląt i małych dzieci. Problem nie leży w treści, jaką przekazują, jeśli jest ona dostosowana do poziomu emocjonalnego i rozwojowego maluchów, ale w samym przekaźniku, w samym medium. Co ciekawe, u prezentujących symptomy nadmiernego narażenia na ekrany maluchów (często w postaci opóźnień w rozwoju psychomotorycznym) nie stwierdza się zaburzeń neurologicznych, są to po prostu zakłócenia behawioralne, które ustają po jakimś czasie w przypadku ograniczenia bądź całkowitego odstawienia ekranów. 

Cała nadzieja spoczywa w zrozumieniu problemu i kooperacji ze strony rodziców, którym nie zawsze łatwo jest zrezygnować ze swoich przyzwyczajeń, a także okiełznać przywykłe do uspokajania się przed ekranem dziecko. Media, zwłaszcza interaktywne, są bardzo wciągające, więc bardzo trudno jest się od nich odciąć. Odstawienie od ekranów może trwać kilka tygodni, podczas których malec będzie odczuwać syndrom braku, czasem niezwykle gwałtowny. Dla rodziców jest to więc bardzo trudne, dlatego też należy w takich przypadkach szukać pomocy specjalisty. 

Małe dzieci uczą się pięcioma zmysłami. Kiedy biorą do ręki jabłko, poczują jego kształt, wagę, zapach, fakturę, mogą je spróbować, przekonają się, że jeśli je upuszczą, to upadnie i potoczy się po ziemi. Dziecko potrzebuje codziennie mnóstwa wszystkich takich małych stymulacji, aby jego mózg otrzymał miliony informacji sensorycznych, które następnie zostaną połączone. Bodźce docierające za pośrednictwem ekranu oferują zupełnie inny typ stymulacji, do której odbioru dzieci nie muszą używać ciała. Malec, który spędza pół dnia na oglądaniu bajek, tłumi rozwój umiejętności motorycznych i komunikacyjnych na korzyść umiejętności percepcji związanych z ekranami, w rezultacie czego połączenia nerwowe w mózgu będą tworzyć się w sposób bardzo nieproporcjonalny. Nie oznacza to, że dziecko nie ma prawa nic oglądać, ale ważne jest, aby wiedzieć, że nie jest to czynność taka  jak każda inna. 

Ekrany są wciągające, korzystanie z nich musi zatem być rozsądne, ograniczone i negocjowane na podstawie jasnych zasad. Dla jednych rodziców jest to proste do wdrożenia, dla innych mniej. W każdym razie ekrany z pewnością komplikują zadanie edukacyjne, jednocześnie stawiając przed nami wiele pytań, na które odpowiedzi poznamy być może dopiero za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat. Żeby stwierdzić cokolwiek z całkowitą pewnością, musimy poczekać, aż to wirtualne pokolenie dorośnie, natomiast w międzyczasie lepiej zachować ostrożność. 


Napisany przez

Katarzyna Nowak – absolwentka kulturoznawstwa Wydziału Nauk Społecznych UAM w Poznaniu.

Została mamą we Francji, gdzie mieszka i pracuje jako tłumaczka języka francuskiego.



 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *