Buduj relacje rodzinne metodą prób i błędów

Zdarzyło Ci się kiedyś wrzasnąć na swoje dziecko, gdy niechcący rozlało coś w kuchni? Niby wiesz, że przecież nic się nie stało i podłogę można powycierać, ale nakrzyczałeś automatycznie i zaraz potem wpadłeś w wyrzuty sumienia, że jesteś taki porywczy. A może z wielką pieczołowitością przygotowywałeś niedzielny obiad? Chciałeś ugotować coś nowego, co by wszystkich wprawiło w zachwyt, a tu klapa! Okazało się, że nie potrafisz dobrze ugotować tego dania. Jest Ci potwornie wstyd i wściekasz się na siebie, że nie potrafisz dobrze nakarmić rodziny.

 

Do czego inspiruje KUCHNIA?

Takie emocje i poczucie niezadowolenia z siebie wynikające z braku perfekcji mogą się oczywiście przydarzyć w każdym innym innym pomieszczeniu, ale celowo piszę o sytuacjach związanych z kuchnią, bo ​to taka domowa przestrzeń, która może nas natchnąć do tego by uczyć się być wystarczająco dobrym rodzicem i współmałżonkiem​.

To przecież tutaj tak często eksperymentujemy i to zaostrza nasz apetyt na życie. Komponowanie dań ze składników, które mamy pod ręką, może nam przypominać, że ​na co dzień trudno o gotowe przepisy na szczęście ​i że od bycia niedoścignionym ideałem męża/żony czy ojca/matki cenniejsza jest umiejętność smakowania życia takim, jakie jest – czasem ze szczyptą goryczy, a czasem z morzem słonych łez. ​Paradoksalnie proces gotowania może uczyć nas działania bez stuprocentowego przygotowania.​ A czy nie o to właśnie chodzi w życiu rodzinnym?

 

Uczenie się w biegu to nasz chleb powszedni

Wszyscy wiemy, że do małżeństwa czy rodzicielstwa nie da się idealnie przygotować. Ludzie są zbyt skomplikowani i zmienni, by dało się raz na zawsze poznać jakieś idealne proporcje składników, których zastosowanie sprawdzałoby się raz na zawsze i gwarantowało rodzinną sielankę.

Tu potrzeba – tak jak w kuchni – pewnej elastyczności, umiejętności dostosowania się do zmiennych sytuacji. To, co sprawdzi się w relacji z przedszkolakiem, niekoniecznie będzie działać na korzyść w relacji z nastolatkiem. Małżeństwo też przechodzi przez różne fazy i wielu trudnych sytuacji nie jesteśmy w stanie przewidzieć. ​Potrzebujemy zaakceptować to, że do swoich rodzinnych ról nigdy nie będziemy w stu procentach przygotowani i że popełnianie błędów to norma.

 

Co zamiast perfekcjonizmu?

Zamiast frustrować się na każdym kroku, że ciągle daleko nam do wymarzonego ideału, warto pozwolić sobie na bycie wzorem nieidealnego rodzica czy współmałżonka​. 

Warto zrozumieć, że perfekcjonizm jest tak naprawdę przejawem pychy i nadmiernego koncentrowania się na sobie. Niewiele ma wspólnego z prawdziwą troską o innych. Zamiast udowadniać sobie i bliskim swoją nieomylność, lepiej pokazać, że jest się człowiekiem z krwi i kości. Takim, który czasami nieopatrznie nawrzeszczy, a jednocześnie potrafi w porę zreflektować się i przeprosić. Takim, który może i czasem przypali niedzielny obiad, ale nie robi z tego tragedii i potrafi się z tego pośmiać.

 

W praktyce

Jane Nelsen w książce “Pozytywna dyscyplina” dużo miejsca poświęca temu, by od najmłodszych lat wpajać dzieciom przekonanie, że ​pomyłki są wspaniałą okazją do nauki​, a nie porażką i czymś, czego należy za wszelką cenę unikać.

Odwaga bycia niedoskonałym przejawia się jej zdaniem umiejętnością przyznania się do błędów, przeproszeniem oraz poszukiwaniem konstruktywnych rozwiązań. To dużo skuteczniejszy sposób na budowanie dobrych relacji rodzinnych niż pełne napięcia unikanie potknięć i próba ich kamuflażu.

Nelsen proponuje, by włączyć w życie rodzinne codzienny rytuał otwartego rozmawiania o swoich błędach. Chodzi o to, by na przykład podczas wspólnego posiłku każdy domownik podzielił się popełnionym przez siebie “błędem dnia” i opowiedział, czego się dzięki niemu nauczył.

“W zachodnich społeczeństwach uczy się nas wstydzić swoich błędów i dążyć do perfekcji. Negatywne przekonania dotyczące braku perfekcji są powszechne i odbierają ludziom siłę. Potrzebujemy odwagi, by je zmienić i zaakceptować to, co w ludziach ułomne i słabe”.

Jeśli chcesz pobrać proste ćwiczenie, które pomoże Ci zaakceptować swoje słabości i być wystarczająco dobrym współmałżonkiem i rodzicem – zapraszam na tę stronę (​kliknij TUTAJ​). ​

 

*

To artykuł z cyklu dotyczącego PRACY NAD WNĘTRZEM z nawiązaniem do koncepcji

Domowych Pomieszczeń. Pozostałe artykuły z tej serii to:

 


Napisany przez:

Monika Myszka-Wieczerzak – autorka bloga Dom Dobre Miejsce, twórczyni Rocznego Programu Rozwojowego dla Mam wg autorskiej metody Domowych Pomieszczeń, w którym pomaga poukładać swoją relację z Bogiem, z sobą i z bliskimi. Prywatnie spełniająca się żona i mama trójki dzieci.



 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *