Narada rodzinna, czyli jak z rodziny zrobić drużynę

Jako mama piątki dzieci, często szukam rozwiązań pomagających mi zachować harmonię w rodzinie. Przez ową harmonię rozumiem poczucie wspólnoty-nas jako rodziny, słuchanie siebie nawzajem oraz ograniczenie zbędnych kłótni i przytyków do minimum. Po prostu „znoszenie się” na co dzień z większą łagodnością.

Będąc nałogową czytelniczką książek o wychowaniu oraz czerpiąc inspirację z dialogu małżeńskiego, postanowiłam wprowadzić do naszej rodziny tradycję narady rodzinnej. Narady takie odbywają się u nas raz w miesiącu, chociaż zdarzają się pewne luki wynikające z przeładowanego grafiku rodzinnego bądź chorób, któregoś z członków rodziny. Trzeba się do niej również odpowiednio przygotować:

Po pierwsze, tydzień poprzedzający naradę powinien stać się tygodniem obwieszczania, tzn. przypominania członkom rodziny, aby pamiętali, że w tym tygodniu np. w poniedziałek jest to ważne rodzinne wydarzenie i powinni zarezerwować sobie na nie czas.

Po drugie, trzeba przygotować na tę okoliczność coś pysznego, niekoniecznie zdrowego, ale na tyle atrakcyjnego, aby dzieci punktualnie zjawiły się przy stole.

Po trzecie, nie przyjmujemy do siebie „przewracania oczami” oraz tłumaczeń o bezcelowości takiego wydarzenia, bo „niby o czym będziemy znowu gadać…”

Poza chorobami oraz nagłymi wydarzeniami, którymi musimy się zająć, nic nie powinno stać na drodze temu rodzinnemu spotkaniu.

 

Jak przebiega spotkanie?

Zasiadamy przy stole, zapalamy świeczkę i przechodzimy do podsumowania miesiąca, czyli do pochwalenia dzieci za to co im się w tym miesiącu udało. Warto sobie wcześniej ustalić, które z rodziców o którym dziecku mówi i co. Dzieje się to w obecności całego rodzeństwa, co dodatkowo podnosi rangę takiej pochwały. Gwarantuję, że każde dziecko ze zniecierpliwieniem będzie czekało na swoją kolej, słuchając potem słów uznania i patrząc na dumne uśmiechy rodzeństwa. Szczególnie tego starszego. Stanowi to przeciwwagę do tego, że w biegu codziennego życia zdarza nam się czasami zganić dziecko, a rodzeństwo słucha i potrafi potem taką informację zamienić w złośliwy przytyk… I tu uwaga dla nas-rodziców: pochwała nie zawiera słowa „ale” np.: „Cieszę się, że w tym miesiącu regularnie sprzątałeś swój pokój, ale ten bałagan z niedzieli to była tragedia!”. Jeden wyciągnięty na światło dzienne „grzech” dziecka przypomni nam o innych przewinieniach, a początkowa pochwała utonie w tej lawinie negatywnych komentarzy. Musimy ugryźć się w język i zdanie zakończyć na „pokój”.

Następnie przechodzimy do tematu dużego kalibru, czyli konfliktów i kłótni. Każdy może się tu wypowiedzieć i opisać co mu leży na sercu. Jest to dobry moment, aby przypomnieć dzieciom o dwóch zasadach obowiązujących na naradzie rodzinnej. Pierwsza mówi o tym, że zaczynamy zdanie zawsze od „ja”, czyli opisujemy swoje uczucia w danej sytuacji np.: „Było mi przykro, kiedy…”, „Byłem wkurzony, bo…”. Oczywiście młodszym dzieciom należy w tym pomóc i podpowiedzieć. Dobrze jest też zacząć od siebie-od jakiejś konfliktowej sytuacji z naszym udziałem i mieć już wcześniej przemyślany komunikat, którym damy przykład właściwego zastosowania tej zasady. Drugi równie ważny aspekt dyskusji, to nieprzerywanie i słuchanie siebie nawzajem do końca. Musimy też pamiętać, że to my moderujemy tę często pełną emocji dyskusję i powinniśmy ucinać wszelkiego rodzaju donosicielstwo poprzez pomoc w zamianie komunikatu dziecka na właściwy, zaczynający się od „ja”.

Ostatnim punktem programu jest omówienie planu rodzinnego grafiku na kolejny miesiąc, czyli oprócz codziennej rutyny przypomnienie o ważnych wydarzeniach, w których członkowie rodziny wezmą udział oraz wysłuchanie różnych dziecięcych propozycji na usprawnienie życia rodzinnego. Uwierzcie, że tu dzieci potrafią wykazać się nie lada inwencją i dobrze jest mieć wtedy przy sobie mały notes, w którym wpiszemy uzgodnione i przedyskutowane propozycje, w celu zweryfikowania ich w kolejnym miesiącu. Poprzez spisywanie, pokazujemy że traktujemy pomysły uczestników narady poważnie i podnosimy ich samoocenę. Naradę staramy się zakończyć w miłej atmosferze i po opróżnieniu wszystkich misek i talerzy.

 

Na koniec muszę uczciwie dodać, że nie wszystkie nasze narady wyglądają tak jak na wyżej zamieszczonym planie. Niektóre przypominają bardziej manewry wojskowe, inne wejście na szczyt góry w śniegu po kolana. Jedno jest pewne: uczymy się rozmawiać i słuchać siebie nawzajem. Poznajemy swoje granice i słabości oraz uczymy się wspólnie cieszyć z małych sukcesów.  Wszystko po to, aby przez kolejne tygodnie patrzeć na siebie trochę łagodniej i z większym zaufaniem otwierać się na siebie nawzajem.

Brzmi górnolotnie? Niekoniecznie, jeśli patrzeć po owocach tego działania. Nawet w rodzinie takiej jak nasza, z tak znaczącą przewagą pierwiastka męskiego (6 do 1) wprowadza trochę harmonii i daje poczucie, że strzelamy do jednej bramki.

 


Napisany przez:

Katarzyna Skassa – pedagog specjalny, terapeuta Integracji Sensorycznej. Prywatnie żona i mama pięciu synów.



 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *